Baśń o kobiecie i mężczyźnie
Bardziej niż księżniczka
kobieta pasuje
do rycerza.
Pozbawiony zbroi,
przyłbicy
i miecza
niech świat
w poszukiwaniu
kobiety przemierza.
Niech na swym rumaku wiernym
galopuje po traktach i górach,
ale niekoniecznie z głową
w chmurach.
Osadzony na czterech
końskich kopytach,
niech o drogę
do prawdziwej kobiety pyta.
Kobiety, która,
jeśli uparcie
w zbroi rycerz
przygalopuje
w jej podwoje,
spojrzawszy na niego
życzliwie,
rzeknie łagodnie:
„Wcale ci się nie dziwię,
żeś zmęczony okrutnie.
Nosić czasem zbroję,
to nader rezolutnie,
lecz ja nie mam zamiaru
rozkuwać cię, kochany…
Rozkuj się sam…
Bo pod zbroją
masz niezagojone rany.
wylecz serce i duszę…
Zbrojowni tu mieć nie chcę
i nie muszę.
Rycerzem jesteś,
to pewne,
lecz wolę mężczyznę
w każdej
kobiecej potrzebie”.
I wtedy rycerz podrapie
się po żelaznym łbie
i pomyśli:
„A niech mnie!
Rozgryzła mnie!
Teraz głupio byłoby
okrutnie być
zakutym trutniem.
Chyba zwalę to żelastwo.
I pożegnam się z ciężarem
rycerskiej roli.
Woli mężczyznę?
Nie zrobię wbrew
jej woli.
Wszak to kobieta.
Na męża żadnego
usilnie nie czeka,
więc może jak się
zacnie postaram
pozwoli mi trochę
postać przy garach
i opowiedzieć
co nieco o sobie.
Może posłucha?
Cóż…mam upodobanie
w tej kobiecej osobie.
I zostanę sobie tutaj.
Powoli opatrzę rany.
I jak już wyzdrowieję.
Może…może…
pokocham…
i
zostanę pokochany…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz